Dzień pieroga!         Mój sposób na „niejdaka”

     Należę do grupy tych rodziców, których dzieci, delikatnie mówiąc mają awersje do jedzenia.

     Mój starszy syn, do około drugich urodzin jadł wszystko. Dopiero później zaczął się okres „bleee”

    Wszystko jest blee. Czego to ja już nie wymyślałam… Zupka taka, a może taka, a może rybka, a może kotlecik, a może, a może, a może… Znacie to? No ręce i inne części ciała opadają..

   Z czasem frustracja siega zenitu bo nic nie działa. Wszystko nie dobre, wszystko bleee… Oczywiście „znawców” tematu i złotych rad jest masę, szkoda tylko, że żadna z tych złotych myśli nie jest choć trochę przydatna.

   Tak zaczęły się u nas pierogi. Kiedy przed świętami wzięłam się za lepienie zauważyłam, że syn mi się bacznie przygląda i tak go zaprosiłam do wspólnego gotowania.

    Papranie się to jest to, co lubi każde dziecko! Mąka, woda, sól, sama radość. Się lepi, się sypie, się leje, no nic więcej do szczęścia mu nie potrzeba.

  Załatwiamy za jednym zamachem ćwiczenia z sensoryki, motoryki no i o plastykę też zachaczymy!

   Muszę przyznać, że dla mnie jest to całkiem dobra, szybka terapia na odreagowanie. Sobie zgniotę, rzucę, spłaszczę, ścisnę, pougniatam…. Naprawdę można się wyżyć! (polecam)

   Takie dobrze „zamordowane” ciasto naprawdę o wiele lepiej potem smakuje, bo jest mocno napowietrzone, puszyste i lekkie.

    Nie „pomordowałam” za długo. Nastąpił wjazd z napędem na cztery i głośne MAMA! Nie da rady pierogów bez wolnych rąk robić więc szybkie „wrzucenie” w nosidło i działamy we trójkę! Dodatkowo, jak to często bywa przy niespełna rocznej damie, trzeba do niej non stop zaglądać. Dzięki temu, że mam ją do siebie „przyklejoną” jestem w stanie zaoszczędzić dużo czasu. Nie muszę co chwilę sprawdzać czy nie liże, memla, zjada czegoś, czego nie powinna (moje dziecię to istny odkurzacz, najmniejszy śmieć nie może sobie w spokoju poleżeć, tylko musi być choćby liźnięty). Drugą kwestią jest to, że nie muszę się męczyć z usypianiem bo nosidło działa na nią jak narkoza.

   To do dzieła!

    Trochę stopy…

    ….szczypta raczki ….

     ….i gotowa pierwsza partia. Z takimi przyprawami napewno będą smakować  wybornie!

    Jeszcze tylko druga partia i koniec.

     Zawsze mam kryzys przy samej końcówce. Ja nigdy nie mogę zrobić kilka pierogów tylko jak robić, to od razu ze 150. Najbardziej podczas produkcji dokuczają mi plecy. Tutaj wbrew pozorom pomaga mi nosidło. Wymusza ono na mnie właściwą postawę przez co nie odchylam się do tyłu i kręgosłup tak bardzo mi nie dokucza.

   Wracając do mojego, nie wszystko żernego, małego człowieka. Zauważyłam, że jak razem ze mną przygotowuje posiłki, dużo chętniej je potem zjada. Niby oczywista oczywistość, ale nie wpadłam na to od razu. Staram się jak najczęściej gotować razem z nim, żeby zachęcić go do jedzenia

    Tak powstała jedna z naszych ulubionych potraw. Pierogi z rosołem wołowym! Jak nie jedliście to szybko musicie to naprawić! Pychaaaaa

PAMIETAJ! NIE NOŚ BO NAUCZYSZ!

Kulisy:

(Uwaga! Jeżeli lubisz cukierkowy, idealny świat internetu nie czytaj dalej)

      Fajnie się to ogląda prawda? Idealny świat z mamą która ma czas na zabawę przy lepieniu pierogów i grzeczne dzieci chętne do pracy 🥰

Jednym słowem sielanka….

A tak całkiem serio. Kosztem pierogów odłożyłam na kiedy indziej stos prasowania, podłogi wołały o pomstę a zabawki walały się po całym domu. Zdjęcia pokazują (naprawdę!) część mojej kuchni w której jest porządek- dobrze, że nie widać stołu który jest za nami. Dzieci. Dzieci się bawiły pierwsze pół godziny, potem starszak zaczął myć garnki i zalał całą kuchnie. Woda i mąka to nie jest idealne połączenie do późniejszego sprzątania. Sprzątanie zajęło mi chyba więcej czasu niż same pierogi. W rozwodnionym cieście i mące  było wszystko, łącznie z sufitem. W tym przypadku powiedzenie „rzucać mięsem” jest idealne! Farsz był w każdym miejscu domu! Na bank moje młode, z napędem na cztery, znajdzie smakowity kąsek w postaci zaschniętego mięsa, przyklejony pod jakąś szafką. Oczywiście po wszystkim odbyła się przymusowa kąpiel całej czwórki (ojciec też oberwał)….  No i skoro mowa o smaku. Jedliście kiedyś rosół z surową dymką i marchewką? Ja też nie! Ale do zdjęcia wygląda całkiem dobrze 😁

Pozdrawiam z mojego idealnego świata!

https://www.facebook.com/mimiemsling/

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij